Blog
Nic na siłę
letni
1 obserwujący 84 notki 37205 odsłon
letni, 29 marca 2017 r.

Sześć tysięcy

651 32 0 A A A

Dziś opowieść z życia wzięta. Mam z nią pewien problem, bo z jednej strony wydaje mi się, że mam poglądy lewicowe, a z drugiej ciężko byłoby mi dyskutować z pewną kuratorką… Ale do rzeczy.

Dość typowa sytuacja w pewnych kręgach: Dysfunkcyjna rodzina wielodzietna w mieszkaniu socjalnym. Pewnego dnia jedno z dzieci przypomniało o swoim istnieniu naszemu systemowi sprawiedliwości i przypisana mu kuratorka ruszyła na łono rodziny przeprowadzić tzw. wywiad środowiskowy. Rutyna: kolejne pytania i odpowiedzi. A to o tym, że rodzice nie pracują, albo o tym że szkolny pedagog zgłaszał brak podręczników u dzieci itd. Pojawia się pytanie o dochody. Wtedy matka podaje kwotę. Przepytująca nie bardzo wierzy. Ponad 6000 złotych!? Na rękę? Jak to możliwe? Zaczęły liczyć: socjal, dodatki pielęgnacyjne (część dzieci jest upośledzona umysłowo) no i 500+. Darmowych obiadów dla dzieci w szkolnych stołówkach, podręczników i rzeczy pobieranych „z opieki” już nie doliczały.

Świat kuratorki zachwiał się w posadach. Przy wyjściu z mieszkania dobiły ją jeszcze damskie, markowe buty stojące przy drzwiach. Nie było jej na takie stać. Wnioski narzucały się same: Wizytowana dwójka dorosłych ludzi, którzy w życiu „nie skalali się pracą” dostaje ponad 6000 w gotówce i około tysiąca w naturze. Jej małżeństwo może pochwalić się podobnymi dochodami. Tyle, że płacą z tego za obiady w szkole, podręczniki i comiesięczne rachunki. No i oboje pracują.

Cóż miałbym jej na to odpowiedzieć? Zacznijmy od tego, że nie zazdroszczę pani, która dostaje te ponad 6000 złotych. Z różnych powodów. Choćby i takiego, że przy dużej liczbie dzieci roboty jest dużo i zapewnienie im takiego poziomu życia, wiedzy czy zdrowia, jaki zapewniam swoim dzieciom, byłoby skrajnie trudne. Odpytywanej pani co prawda ten argument się nie dotyczy, bo woli „sobie dzieciom od ust odjąć”, by kupić firmowe buty lub plazmę.

A mówiąc poważnie: Opisywanym socjalem, my którzy płacimy podatki, kupujemy sobie spokój. Na razie kuratorka może względnie bezpiecznie wchodzić w okolice mieszkań socjalnych. Nie boi się, że zostanie okradziona, pobita czy zgwałcona. Bez pieniędzy „z opieki” powstałaby tam najzwyczajniejsza w świecie „strefa no-go”. Jeśli wierzyć minister E. Rafalskiej, to zjawisko marginalne. Pomimo, że mocno rzucające się w oczy, to nie nadwyręża naszych podatków tak mocno, jak mogłoby się wydawać.

Prawdziwym kłopotem jest natomiast brak mechanizmów właściwej socjalizacji dzieci, bo ich rodzice chyba nie mają szans się zmienić. Pozbawione właściwych wzorców nie znajdą pracy, nie oddadzą części swoich dochodów fiskusowi, nie wypracują kawałka dochodu narodowego itd. Za to nauczą kolejne pokolenie, która droga prowadzi do „opieki” i w jaki sposób coś tam załatwić. I będzie tak, póki nie powstaną jakieś skuteczne formy integrowania grup o których dziś mówimy „patologia”, a jutro być może użyjemy sformułowania „strefa no-go”. A chciałoby się mieć ich, jako pełnoprawnych członków społeczeństwa. Tym bardziej, że ta grupa nie zna pojęcia kryzysu demograficznego. Tam „baby boom” trwa cały czas.

* * *

Kuratorka spytała jakiś czas później przygodnie napotkanego podopiecznego: „A pojechaliście gdzieś na wakacje?” Odpowiedź znów ją zaszokowała: „Nigdzie. Siedzieliśmy w domu. Ale mieliśmy wesoło. Podkradaliśmy rodzicom pieniądze na papierosy i alkohol. Była niezła zabawa z kolegami.”

* * *

(dopisane 30.03) Co prawda nieco przewrotnie skonstruowałem notkę, ale nie miałem na celu obrzydzanie "socjalu". Jak najbardziej akceptuję tę kwotę - może jawnie to w tekście powyżej nie jest napisane. Bez wydania tych pieniędzy nie ma szans na socjalizację opisywanych środowisk. Zwiększenie świadczeń o 500+ poczytuję jako wielką zasługę PiS (przy całej mojej niechęci do tej partii), bo program uczynił wiele dobrego. Pora teraz na drugi krok.

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Tematy w dziale Społeczeństwo